Firmę przyjazną neuroróżnorodności poznaje się nie po jednym poście w mediach społecznościowych ani po kampanii organizowanej raz w roku.
Prawdziwa inkluzja jest widoczna w procesie rekrutacji, sposobie zarządzania, komunikacji i codziennym funkcjonowaniu zespołów.
Dlatego warto zacząć od prostego pytania: czy nasze procesy rzeczywiście pozwalają różnym osobom dobrze wykonywać swoją pracę, czy tylko komunikujemy, że jesteśmy otwarci na różnorodność?
Ta różnica może decydować o tym, czy neuroróżnorodność w organizacji jest realnym elementem kultury pracy, czy tylko kolejnym hasłem w strategii HR.
Neuroróżnorodność coraz częściej pojawia się w strategiach DEI, komunikacji pracodawców i działaniach HR. Sama deklaracja otwartości na osoby neuroatypowe nie oznacza jednak, że organizacja rzeczywiście jest dla nich przyjaznym miejscem pracy.
Problem pojawia się wtedy, gdy za komunikacją nie idą realne zmiany. Właśnie w tym kontekście coraz częściej mówi się o neurowashingu – działaniach, które dobrze wyglądają w komunikacji, ale niewiele zmieniają w codziennym funkcjonowaniu pracowników.
Według raportu Polskiego Instytutu Ekonomicznego „Osoby w spektrum autyzmu na rynku pracy” osoby w spektrum autyzmu nadal są w Polsce bardzo słabo reprezentowane na rynku pracy. Jedną z przyczyn są bariery związane zarówno z rekrutacją, jak i funkcjonowaniem w miejscu pracy.
Standardowy proces rekrutacyjny często mocno opiera się na umiejętnościach komunikacyjnych, small talku czy swobodnym „sprzedaniu siebie”. Tymczasem kandydat może mieć bardzo dobre kompetencje merytoryczne, a jednocześnie nie wypadać dobrze w takiej formie rozmowy.
Podobne problemy mogą pojawić się już po zatrudnieniu. Hałas w biurze, niejasne polecenia, częste zmiany planów czy brak przewidywalności mogą być dla niektórych osób źródłem dużego przeciążenia.
To wszystko może sprawić, że pracownik jest oceniany przez pryzmat trudności, które nie mają związku z jego rzeczywistymi kompetencjami.
Neurowashing można porównać do greenwashingu. Firma komunikuje, że wspiera neuroróżnorodność, ale za deklaracjami nie idą zmiany w procesach i codziennej pracy.
Przykładem może być jednorazowe szkolenie z neuroróżnorodności, po którym menedżerowie nadal nie wiedzą, jak dostosować komunikację do potrzeb pracownika. Innym – zatrudnienie jednej osoby w spektrum i wykorzystanie tego faktu w komunikacji zewnętrznej, bez zapewnienia jej odpowiedniego wsparcia.
Prawdziwa neuroinkluzja zaczyna się tam, gdzie zmienia się sposób działania organizacji, a nie tylko jej komunikacja.
Pierwszym krokiem powinien być przegląd procesów. W rekrutacji warto zastanowić się, czy wszystkie elementy rozmowy kwalifikacyjnej rzeczywiście pozwalają ocenić kompetencje potrzebne na danym stanowisku. W niektórych przypadkach część rozmowy można uzupełnić zadaniem praktycznym, a kandydatowi wcześniej przekazać informacje o przebiegu spotkania.
Drugim elementem jest przygotowanie menedżerów. Liderzy powinni wiedzieć, jak komunikować oczekiwania w jasny sposób, udzielać konkretnego feedbacku i rozmawiać o potrzebach pracownika.
Ważne jest również stworzenie przestrzeni do rozmowy o warunkach pracy. Nie ma jednego zestawu rozwiązań odpowiedniego dla wszystkich osób w spektrum. Jedna osoba może lepiej funkcjonować w cichym miejscu, inna potrzebować większej przewidywalności zadań, a jeszcze inna elastycznych godzin pracy.
Dlatego zamiast zakładać, czego pracownik potrzebuje, warto po prostu go o to zapytać.
Pomocny może być również system mentoringu lub buddy dla nowych pracowników. Dodatkowe wsparcie w pierwszych tygodniach może ułatwić poznanie organizacji, zespołu i nieformalnych zasad funkcjonowania w firmie.
Autor Aleksandra Kulga
Twórczyni HR rozwiązań, autorka newselttera People Galaxy, HR w praktyce i prewencji wypalenia. Aleksandra wspiera organizacje w zwiększaniu efektywności zespołów poprzez lepszą komunikację i współpracę. Specjalizuje się w prewencji wypalenia oraz mentoringu liderów, tworząc praktyczne rozwiązania wdrażalne na co dzień.
© Copyright by Chatschool